Emitują, i to często więcej niż porównywalne auta benzynowe, tyle że nie ze swojej rury wydechowej, a z komina elektrociepłowni. Nie tak dawno temu niemiecki oddział Greenpeace zorganizował w Berlinie demonstracje, w trakcie której elektrycznego Smarta oraz Mini ucharakteryzowano na różowe świnki, po to, żeby zwrócić uwagę, że auta te „świntuszą” nawet gorzej od swoich benzynowych lub wysokoprężnych odpowiedników. W Niemczech znacznie więcej prądu pochodzi ze źródeł odnawialnych oraz z elektrowni atomowych, a i tak bilans ekologiczny wypadł blado. Przed podjęciem decyzji o zakupie auta na prąd radzimy sięgnąć po kalkulator i wszystko dokładnie przeliczyć. Nie wszystko jest tak „zielone” , na jakie wygląda Są w prawdzie nadal bardzo drogie i niepraktyczne, no ale w końcu ratowanie świata musi wymagać poświęceń. Ponieważ ta moda zbliża się nie ubłaganie do Polski i pozycjonowanie lublin, postanowiliśmy sprawdzić, czy w naszym kraju zakup elektrycznego auta ma jakikolwiek sens. Warto pamiętać, że w przeciwieństwie do naszych zachodnich sąsiadów nie mamy co liczyć na dotacje czy ulgi podatkowe-auto na prąd jest traktowane dokładnie tak samo, jakby napędzane było benzyną, należy je więc oceniać według tych samych kredytów.
Największą zaletą elektrycznego Smarta jest to, że nie potrzebuje on skrzyni biegów w wersjach z klasycznymi silnikami zautomatyzowana skrzynia działa, delikatnie mówiąc byle jak. Dzięki silnikowi o mocy 30 KW auto porusza się dynamicznie. Oczywiście ”ekolodzy” w tym momencie mogą powoływać się na fakt, że pojazdy z napędem elektrycznym nie emitują toksycznych spalin. Niestety- w Polsce to nie do końca prawda. Żyjemy w kraju, w którym ponad 90 proc. energii elektrycznej powstaje ze spalania paliw kopalnych. W naszych realiach energetycznych samochody elektryczne to tak naprawdę auta na …węgiel. Dopóki nie dorobimy się rozsądnej liczby elektrowni atomowych, wodnych czy wiatrowych, twierdzenie, że takie pojazdy nie emitują rzekomo szkodliwego dwutlenku węgla do atmosfery, to manipulacja.